KOREAŃSKA PIELĘGNACJA - ILE KOSZTUJĄ PRODUKTY, CZY WARTO?

Od jakiegoś czasu koreańska pielęgnacja stała się bardzo popularna także w Europie. Nic dziwnego skoro twarz oraz ciało Azjatek wygląda niezwykle młodo, dziewczęco i promiennie. Do rozgłosu na pewno przyczyniła się książka "Sekrety Koreanek" Charlotte C.
Zafascynowana różnymi artykułami postanowiłam sama się przekonać czy te produkty rzeczywiście działają.
Zatem jak wygląda moja pielęgnacja? Zapraszam do zapoznania się z poniższą lekturą:
1. Oczyszczanie
Żel 2w1 łączy ze sobą piankę oczyszczającą oraz żel. Usuwa resztki makijażu, martwy naskórek, oczyszcza, zmniejsza pory, nawilża oraz redukuje zaczerwienienia. Niezwykle przyjemny zapach, konsystencja. Na początku bałam się, że 150ml to za mało jak na taki produkt, ale z biegiem czasu widzę, że byłam w błędzie. Używam go przy porannej rutynie oraz wieczornej i mogę stwierdzić, że jest mocno wydajny. Z resztą ja mam chyba zawsze ten problem, że myślę sobie "Chyba będzie na krótko.." i potem to zdziwienie :) Przedstawiam Wam dokładną instrukcje użycia, która pochodzi ze sklepu KoreanUnicorn:
2. Nawilżenie za pomocą maseczki
Wyróżnię tutaj dwa rodzaje maseczek. Po pierwsze Natto Gum Mask. Powstaje z fermentowanych ziaren soi, co uważane jest za jeden z 5 najzdrowszych pokarmów na świecie. Ta maseczka ma silne działanie nawilżające. W opakowaniu zawarte jest 20ml produktu - to bardzo dużo. Powiem Wam, że nawet aż za dużo! Producent nie oszczędził. Spokojnie wystarczy na szyję, dekolt i buzię.
Drugi rodzaj Goat Milk Cream  jest na bazie koziego mleka. Prócz głębokiego nawilżenia zapewnia nam także ukojenie. Twarz jest bardzo miękka, gładka po jej użyciu. Efekt zdecydowanie jest długotrwały. Tego produktu jest o 5 ml więcej co poprzedniego. Świetnie się sprawdza na noc. Lubię używać jej podczas kąpieli, wtedy odpoczywamy, a nasza twarz regeneruje się. 
3. Dokończenie pielęgnacji za pomocą kremu
Ten krem nazywamy "rodzinnym", gdyż używa go każdy domownik. Jednym ze składników jest także mleko ośle oraz kozie. Ponadto krem zawiera kwas omega 3 i 6, selen. Pachnie bardzo delikatnie, szybko się wchłania. Zapewnia nam nawilżenie oraz odżywienie. Stosowałam wiele produktów nawilżających, temu zdecydowanie przypada miejsce pierwsze. Duże opakowanie 200 ml wystarczy na bardzo długo. Używamy go także na inne partie ciała jak np. ręce, dekolt, ramiona. 

Linki oraz ceny produktów:
żel 2w1 - 99,00 zł
mleczny krem - 99,90 zł

Produkty można kupić czasami w zestawach, wtedy wychodzi nieco taniej. Ponadto jeśli obserwujecie na instagramie Borntree, lub KoreanUnicorn, to na pewno pierwsi będziecie poinformowani o promocjach :) Odważę się jeszcze wyrazić swoją opinię na temat żelu, który przedstawiłam. Cena jest wysoka, ale to jedyny żel, który spełnił moje oczekiwania w stu procentach. Moja skóra po nim wygląda kompletnie inaczej. Pozbyłam się także zaskórników przy nosku, a tego się nawet nie spodziewałam. Moim zdaniem.. warto zainwestować takie pieniądze.
Zaskoczenie co do kremu - używanie pod makijaż. Wcześniej używałam serum nawilżającego pod makijaż, dojrzałam się kilka dni temu, że mi się skończył. Sięgnęłam po ten krem, służy bardzo dobrze. 
***
Według Azjatek warto zwrócić również uwagę na ciekawostki takie jak np. prawidłowy sposób nakładania kosmetyków. Azjatki nie wcierają kremów, a delikatnie wklepują go opuszkami palców. Ma to wpływ na pobudzenie krążenia, istotny jest także kierunek, w którym wykonujemy ruchy. Od doły do góry wklepujemy produkt, czyli od szyi w kierunku czoła. Więcej tego typu porad znajdziecie - tutaj.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

pielęgnacja o której zapomina wiele kobiet | krem FRASHE

Codziennie wykonujemy kilka pielęgnacji. Od porannej rutyny poprzez południową (chociażby mycie rąk) do wieczornej. Jakiś czasu temu opowiadałam Wam na instagramie o produkcie Sinial (produkt antycellulitowy) i wiele dziewczyn zaznaczało, że faktycznie mniejszą uwagę skupiają na tego typu kosmetyki. Szczególnie zimą, gdy nasze ciało jest zakryte, kobietom się nie chce, albo zapominają o tym, że te części ciała też potrzebują odżywienia czy też nawilżenia. Kilka także nie chce po prostu mówić o tym, wstydzi się. Dziewczyny, czego? ;) 
Pielęgnacja piersi to zwyczajna pielęgnacja. Nie wyobrażam sobie żeby ta część ciała nie została uwzględniona w codziennej rutynie. Mając 22 lata (jeszcze!) staram się aby całe moje ciało było zawsze nawilżone, ale to nie zawsze wystarczy. 
Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że po 25 roku życia skóra zaczyna wiotczeć? Z biegiem czasu tracą jędrność oraz zmienia się kształt. To wszystko zależy tak naprawdę od naszej postury oraz wieku. Panie o kształtach okrąglejszych są bardziej narażone na opadanie biustu. Dlatego warto inwestować w produkty, które ujędrniają tą część ciała, optycznie powiększają (w przypadku kompleksu małych piersi) oraz stopniowo podnoszą biust. 
Jeżeli zamierzamy wybrać dobry produkt, postawmy na naturalne składniki. Frashe zawiera wyciąg z pąków, z kwiatów lawendy, ceramide 6, ekstrakt z ruszczyka kolczastego i wiele innych (pełny skład znajdziesz tutaj)
Szczególną uwagę na te partie ciała powinny zwrócić kobiety w ciąży oraz w okresie karmienia. Kosmetyków można używać codziennie, przykładowo po kąpieli. 
Oprócz pielęgnacji, pamiętajmy również o prawidłowej diecie. To jak jemy, odbija się na stanie naszej skóry. 
W moim przypadku ten krem, który ma konsystencje serum z resztą - więc moja ulubiona forma.. sprawia, że nawilżenie w tym miejscu jest idealne, ponadto ujędrnia te partie ciała, świetnie pachnie i jest mocno wydajny. 100 ml wystarcza nam na kilka miesięcy przy regularnym użyciu. Wystarczy odrobinę nanieść na skórę. Link do produktu znajdziecie - TUTAJ.
***
Dziewczyny.. na czele pielęgnacji piersi, gdzie używamy kosmetyków, stosujemy odpowiednią dietę.. najważniejsze jest aby się BADAĆ! Samobadanie możemy wykonać samodzielnie w domu, w przypadku wyczucia czegoś niepokojącego natychmiast udajemy się do specjalisty. To bardzo ważne aby o tym pamiętać i zapobiegać niechcianym choróbskom. Dla upewnienia jednak raz na rok lub 2 lata po prostu wybierzcie się na kontrolną wizytę do lekarza. Dbajcie o siebie :)
UDOSTĘPNIJ TEN POST

8 godzin snu w słoiczku | maseczka NovAge Oriflame

Spałaś 3 godziny, po przebudzeniu Twoja twarz wygląda na szarą i zmęczoną. Marzysz aby chociaż w niewielkim stopniu poprawić jej kondycje.. Miałam wrażenie, że bez medycyny estetycznej to się nie uda... :D
Maseczka, którą dzisiaj Wam pokazuję, to "śmiechem, żartem" 8 godzin snu w słoiczku. Słyszałam o niej same pozytywne opinie, ale widząc cenę 99,99 zł - podziękowałam. Co tu dużo ukrywać, jeśli nie miało się nigdy owego produktu, to po prostu nie chce się wydać pieniędzy w błoto. To zupełnie normalne. 
W pierwszym katalogu, w nowym roku, można było ją upolować w cenie 29,99 zł. Razem ze swoimi klientkami postanowiłyśmy się skusić. 

Jakie są jej główne zalety? Przede wszystkim regeneracja. Intensywnie nawilża buzię, bardzo dobrze się wchłania. Wystarczy nanieść niewielką ilość. Wspaniale odżywia i pachnie. Niezłą opcją jest także brak spłukiwania. Dla mnie przykładowo - to niesamowicie wygodne. 
Zawiera w składnie kwas hialuronowy, olejek Inca Inchi oraz masło cupuacu. Przyznam szczerze, że nawet nigdy nie miałam kosmetyków o  podobnym składzie, więc to był test dla mojej twarzy.
Po pierwszym stosowaniu nie zauważyłam efektów WOW. Stosuję 3 razy w tygodniu, czasem 4 i teraz widzę znaczną poprawę. Na pewno twarz wygląda na promienną a poziom nawilżenia jest maksymalny. Nie wiem co to suche miejsce na twarzy, pod tym względem jest genialna. Opakowanie jest wygodne zarówno przy codziennym stosowaniu, jak i w podróży. Wieczko może służyć nam jako lusterko.
Nie występują po niej reakcje alergiczne. Myślę, że w połączeniu z pozostałymi produktami z serii NovAge zda egzamin na 100 procent, a cena przy takim rezultacie nie będzie straszna :)

Z pewnością mogę uznać to za mój ulubieniec stycznia! :)
UDOSTĘPNIJ TEN POST

PREZENT ŚWIĄTECZNY "NA OSTATNI DZWONEK"

Do Świąt pozostało 10 dni. Nie znoszę zostawiać wszystkiego na ostatni moment, dlatego z prezentami uwinęłam się szybko. Gorzej jeśli chodzi o kwestię sprzątania, ale nie o tym dzisiaj...
Każdy z nas na pewno chciałby drugiej osobie podarować coś wyjątkowego, może oryginalnego. Często stawiamy na torebki, portfele, biżuterię oraz kosmetyki. Coraz bardziej popularne są vouchery. Już w zeszłym roku zauważyłam, że ten temat przewija się w moim gronie. Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z pomysłem na ostatni dzwonek. 
Sesja zdjęciowa to świetna pamiątka. To pomysł stworzony z myślą o osobach w każdym wieku. Niezależnie czy to noworodek, przedszkolak, czy dorosłe osoby. Może to być sesja urodzinowa, ślubna, portretowe zdjęcia.. okazji jest mnóstwo. 
"Wyjątkowe, pełne emocji i piękne momenty z Twojego życia" uwiecznione na kilku wspaniałych zdjęciach. Z pewnością każda obdarowana osoba ucieszy się z takiego podarunku. Ceny voucherów/zaproszeń na sesję wyglądają finansowo różnie. Tak naprawdę myślę, że zależy to od indywidualnych potrzeb.
Kochani, wstawiam tutaj tylko część naszych zdjęć. Po więcej zapraszam na wspaniały profil Pani Ani - FOTOUJĘCIE 💝
UDOSTĘPNIJ TEN POST

jesienny niezbędnik

Jak przeżyć jesień i nie zwariować? Wystarczy mieć przy sobie kilka dodatków. W dzisiejszym poście mój jesienny niezbędnik.

 gorący napój oraz przekąska
Po pierwsze w tym okresie niezbędne są ciepłe napoje takie jak gorąca czekolada, herbata czy też kawa. Ja jesienią stawiam na latte lub na kakao. Dodatkowo lubię sobie coś "pochrupać" a, że mamy sezon.. na orzechy - to oczywiście znajdziecie je w każdym kącie mojego domu. Pojemnik, w którym je trzymam pochodzi z Rosegal. Wydaje mi się, że takie dodatki do domu świetnie wprawiają nas w jesienny klimat. Coś w tym rodzaju znajdziecie tutaj oraz wiele innych większych i mniejszych.
Zostawiam Wam rabat -25%, wystarczy wpisać kod RGBF1. Obowiązuje darmowa dostawa (na terenie Polski także!)
książka
Niestety nie mam za dużo czasu na czytanie ulubionych książek, gdyż skupiam się na pisaniu pracy licencjackiej, ale lubię przed snem "przejrzeć kilka kartek". Krótkie opowieści zwarte w "Mleko i miód" znam na pamięć, ale wciąż lubię je analizować. 
tender
Odkąd zaczął wiać mocniejszy wiatr, moje usta wołają o pomoc. Niezbędny jest dla mnie tender, znajdziecie go w różnych smakach, moja wersja jest akurat bezzapachowa i pochodzi z kolekcji jubileuszowej. Uwielbiam ten produkt za to, że jest uniwersalny. Świetnie sprawdzi się na suche miejsca takie jak: usta, nosek, kolana, łokcie, skórki wokół paznokci. Ich koszt w Oriflame to około 25,90 ale co miesiąc tak naprawdę jakiś zapach jest przeceniony na 9 lub 10 złotych. Teraz przed Świętami znajdziecie także zestaw 4 tenderów w cenie 39.99 zł.
Swetry
Mogłabym w nich chodzić cały rok, ale niestety w okresie letnim chyba bym w nich nie wytrzymała. Najczęściej kupuje je na Zaful, Rosegal lub w sieciówkach. Kolory są najmniej ważne, po prostu muszą być milusie i ciepłe. 
Jesienne pomadki
Bordo, ciemna czerwień - to zdecydowanie moi ulubieńce. Od dawna jestem fanką matowych pomadek w kredce Golden Rose. Na zdjęciu numerek 08 oraz 09. 
A wy bez czego nie wyobrażacie sobie jesieni?
UDOSTĘPNIJ TEN POST

TONIK DO TWARZY Z OWSEM | ORIFLAME

Tonik w swojej pielęgnacji uważam za niezbędnik. Na ogół używam go po zakończeniu demakijażu. Pomaga usunąć resztki makijażu, ma właściwości oczyszczające oraz kojące. Zachęcił mnie naturalny ekstrakt z owsa, który znajduje się w składzie. 
Ja mam wrażliwą skórę, ale w żaden sposób mnie nie uczulił, wręcz przeciwnie sprawia wrażenie świeżej, promiennej twarzy. To bardzo delikatny produkt. Używam go tak jak każdego innego toniku - za pomocą wacika. 
Świetnie sprawdza się jako zamiennik mgiełki odświeżającej do twarzy. O poranku niekoniecznie nasza twarz wygląda promiennie. Wpływa na to wiele czynników takich jak stres, temperatura w pokoju lub nieodpowiednia pielęgnacja i tym podobne. Dlatego po przebudzeniu warto użyć toniku, poczekać aż się dokładnie wchłonie i przejść do dalszej pielęgnacji.
Tonik u mnie sprawdza się na 5. Jego cena waha się od 20 złotych w górę. Znajdziecie go u konsultantki Oriflame, link do produktu podsyłam tutaj
Polecacie jakieś inne toniki? Czekam na Wasze zdanie :)
UDOSTĘPNIJ TEN POST

STOLIK NOCNY NA 2 SPOSOBY | KLASYCZNY & JESIENNY

Chociaż pogoda dzisiaj dopisuje, ja wielkimi krokami przygotowuję się na jesienne dni. Większość moich znajomych nie przepada za tą porą roku i wciąż cytują: "jesień - depresja", "idzie jesień, psychicznie będzie trudniej". Zdarzy mi się, że sama robię z tego podśmiechujki, ale prawda jest taka.. jesień to moja ulubiona pora roku. Uwielbiam chłodne dni z przelotnym deszczem. Mnie jesień motywuje w pewien sposób do działania. Skłania do rozmyśleń.. ale dzisiaj nie o tym.
Jakiś czas temu zamówiłam na stronie Rosegal lampkę nocną. Potrzebowałam "na już", dlatego wybrałam pierwszą lepszą, która wizualnie będzie pasowała do mojego pokoju. To właśnie ten produkt skusił mnie do tego, aby pokazać Wam dwie opcje organizacji stolika nocnego. Pierwszy sposób jest klasyczny.
Biały stolik z Ikea (25zł), zawsze mam jakąś gazetę do przeglądania, krem do rąk (oriflame) oraz balsam do ust (oriflame, love nature). Często na noc zapominałam o pielęgnacji tego typu, więc jedynym rozwiązaniem było dla mnie przechowywanie tych kosmetyków zasięgu wzroku, gdy kładę się spać. W ramach dekoracji na stoliku znajduje się również skrzynka, którą kupił P nad morzem, a w niej kamyki uzbierane podczas spaceru po Orłowie.
Lampka spełnia moje oczekiwania w 100%. Jest o tyle "nowoczesna", że zapalamy ją za pomocą dotknięcia srebrnej strefy, gasimy również w ten sam sposób. Ponadto posiada wbudowany głośnik - dzięki czemu za pomocą bluetooth, możemy słuchać muzyki. Szczerze mówiąc, takiego bajeru to nawet ja się nie spodziewałam 😂😂 Rosegal zawsze mnie zaskakuje, chyba dlatego uwielbiam z nimi współpracować. 
__
Drugi sposób organizacji jest bardzo oryginalny i nie każdemu może się spodobać. Ja jednak uwielbiam wymyślać, tworzyć coś swojego, stąd pojawił się pomysł na nadzwyczajny jesienny wystrój.
Jeżeli obserwujecie mnie na fb @niesingielkablog (klik) to wiecie, że wykonałam go sama - i właśnie tam znajdziecie "przepis" na to jak go zrobić. Na ogół ten stolik ma swoje miejsce na balkonie, jednak w okresie jesiennym lub zimowym będzie w domu. Świetnie też sprawuje swoją funkcję jako podstawka pod kwiat (co można zobaczyć na moim instastory).W tej wersji występuje na nim lampka, kubek z długopisami (znalazłam go w starym domu kupionym przez mojego wujka, ma kilkadziesiąt lat), kalendarz (biedronka) oraz balsam do ust. 

Która wersja podoba Wam się bardziej? Przykładacie uwagę do takich detali, czy raczej nie? Do następnego!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

pyszny deser w 15 minut | niesingielka w kuchni

"Za pół godziny będziemy!" - Ty leżysz na kanapie, oglądasz serial, kiedy nagle zaskakują Cię znajomi i postanawiają wpaść z wizytą. Na palcach u jednej ręki da się policzyć ile ciast potrafię upiec oraz przygotować "wykwintnych" dań. Bardzo lubię krzątać się w kuchni, tworzyć coś swojego, modyfikować przepisy - ale będę szczera. Wychodzi mi to to raczej średnio, a w naszym domu panuje zasada "nie lubisz, ale zjesz!" - żeby przykro nie było :D
W takich okolicznościach na myśl przychodzi mi jedynie ekspresowy deser. Do przygotowania potrzebne nam będą:

250 g serka mascarpone 
2 żółtka + cukier puder
8 sztuk ciasteczek Oreo
świeże owoce, ja użyłam malin
(przepis na 4 porcje)

Żółtka ucieramy z cukrem pudrem (ja dodałam 4 łyżki). Następnie stopniowo dodajemy serek mascarpone. Mieszamy na średnich lub niskich obrotach aż do uzyskania gładkiej masy. W szklanych pucharkach kruszymy ciastka Oreo, potem dodajemy masę z mascarpone i na końcu sezonowe owoce. Deser wkładamy do lodówki na kilka minut i gotowe! ;)
Przepis pochodzi z internetu, znalazłam go już jakiś czas temu - jednak nie pamiętam dokładnie co to była za strona. Jeśli znacie jakieś proste, szybkie przepisy, koniecznie piszcie! Do następnego ;)
UDOSTĘPNIJ TEN POST

LOOK OF THE DAY - by bike around the village

Chociaż jazda w sukience maxi na rowerze może wydawać się dosyć trudna, mi nie sprawiała ogromnego kłopotu. Ale umówmy się, do najłatwiejszych zadań to nie należy. Jest lekka i zwiewna. Idealna na letnie dni, na wieczory w zestawie z ulubioną kurtką jeansową. Jedyny minus tej sukienki (w moim przypadku) to długość. Ja mam 160 w kapeluszu (albo i nie!) dlatego wylądowała u krawcowej. Poza tym jestem bardzo zadowolona z jakości.
Nie przepadam za baletkami, dlatego niemalże do każdego stroju towarzyszą mi trampki. Wydaje mi się, że to w pewnym sensie podkreślenie mojego luźnego, codziennego looku. 
sukienka - Rosegal
buty - Big Star
UDOSTĘPNIJ TEN POST

Trójmiasto naszym okiem

W całym swoim życiu udało mi się nad Bałtyk pojechać.. raz. Już od stycznia wiedziałam, że muszę to powtórzyć - tym razem z P. Zorganizowaliśmy sobie 6 dniową "wycieczkę". Nocleg rezerwowaliśmy w Gdyni, a dzięki SKM poruszaliśmy się w stronę Sopotu oraz Gdańska. Jesteście ciekawi co przykuło naszą uwagę w Trójmieście? Zapraszam do czytania! ;)
GDYNIA
Miasto jest niezwykle urokliwe. Kolorowe uliczki, punkty widokowe, mnóstwo przytulnych restauracji, knajp i straganów.
My swoją lokalizację mieliśmy jakieś 150m od dworca pkp. Nie mieliśmy daleko na plaże, około półtora kilometra. Tak się składa, że lubimy spacery, dlatego dla nas to nie był żaden problem. 
Z miejskiej plaży można brzegiem morza przejść do Orłowa, Sopotu, czy nawet dalej. My z dworca pkp udaliśmy się komunikacją SKM do Orłowa, tam spacerowaliśmy po molo. Dopiero z powrotem zafundowaliśmy sobie świetną przygodę jaką był powrót pieszo. Po drodze prócz wdychania cudownego powietrza możemy przystać aby podziwiać klif Orłowski. Dodatkowo jeśli ktoś ma dziwne hobby takie jak ja, zbieranie kamieni - nie wiadomo po co, na co i tylko torba przez to ciężka.. to może sobie spokojnie nazbierać różnych, dziwnych, kolorowych.
Wieczorem miło jest rozłożyć koc na plaży, posiedzieć, porozmawiać i wypić piwo czy sok. Dla szukających atrakcji znajdzie się dużo rozrywki w okolicy. Między innymi escape room, wesołe miasteczko. Dla aktywniejszych oczywiście pływanie w dozwolonych miejscach, siatkówka. Można też spacerkiem udać się do punktu widokowego. Na miejscu są dwie opcje dostania się na górę. Za pomocą bezpłatnej kolejki, lub pieszo. Z góry można oglądać panoramę miasta.
Ceny biletów SKM są różne. W zależności ile km ma trasa, którą sobie zaplanowaliśmy. Przykładowo z Gdyni Głównej do Orłowa normalny bilet kosztuje 3,20 a studencki (ja) 1,57 zł. Odsyłam Was tutaj - tam możecie wpisać sobie trasę i zobaczyć dokładnie ile kosztuje wasz bilet.

SOPOT
To był mój must have, no bo przecież każdy ma zdjęcie na molo. Ekscytacja opuściła mnie tuż przy kolejce, którą zobaczyłam za biletami. Wydawało mi się, że tam jest dużo ludzi, ale gdy weszliśmy na molo.. Człowiek na człowieku. No cóż, uroki sezonu. Cena wejścia (kompletna głupota) to 8 złotych.
To chyba główna atrakcja. Dookoła oczywiście restauracje, bary, szlaki turystyczne, ścieżki rowerowe. Jeżeli będziecie się nudzić niedaleko znajduje się kręgielnia oraz aquapark. Godzina pływania kosztuje 30 złotych, studenci płacą 25. My wybraliśmy opcję 3 godzin w cenie 55 (normalny) i 49 (ulgowy). Muszę przyznać, że odkąd nauczyłam się pływać (powiedzmy, bo czasem jeszcze jest panika) to kocham wodę i godzina zdecydowanie nie byłaby zadowalająca. Świetną opcją (podobno, bo zupełnie o tym zapomnieliśmy!) jest także krzywy domek. Ale burczało nam tak w brzuchu po wysiłku, że szybko zwinęliśmy się i dopiero w domu przypomniało nam się, że mieliśmy jeszcze odwiedzić ten punkt :D
GDAŃSK
Na to miasto byliśmy nastawieni w stylu "Może pojedziemy", "Jak będzie czas". Gdy dowiedziałam się, że akurat w tym okresie załapię się jeszcze na jarmark Dominikański, to niestety nie było "Zmiłuj się!".
Do Gdańska również można dostać się tanią komunikacją SKM. Z Gdyni Głównej wysiadaliśmy na przystanku Gdańsk Śródmieście. Ceny biletów znajdziecie tutaj. Kupując w okienku na pkp, należy przed wejściem do pociągu skasować bilet w automacie. Jeżeli jednak kupujecie bilet w kasie automatycznej to wtedy nie kasujecie go, gdyż obowiązuje on na najbliższy pociąg. 
Na jarmarku znajdziecie mnóstwo atrakcji. Od restauracji, przez statki po pamiątki. Cudowna karuzela wykonana we włoskiej manufakturze, piękna architektura i krajobraz. Gdańsk to bardzo malownicze miasto. Na straganach zarówno dzieci jak i dorośli znajdą dla siebie mnóstwo dodatków. Piękna porcelana, wyroby kuśnierskie, prace kowalskie. Ja polowałam x czasu na łapacz snów i właśnie tam zakupiłam swój. 
Na sam koniec, jak to jest z tym jedzeniem? Jeżeli pójdziesz do restauracji, bądź smażalni niedaleko morza - jest naprawdę w porządku. Dookoła jest mnóstwo kebabów, smażalni frytek i tak dalej.. ale uwierzcie mi.. lepiej zapłacić trochę więcej i zjeść coś pożywnego niż potem ubolewać w domu, że boli żołądek. Ceny dań z rybami są w granicach od 25-40 złotych.

I morze z głowy. Już mogę je wykreślić z mojej "to do list".

Do następnego!


UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.